czwartek, 9 maja 2013

o6. Face tomorrow, tomorrow's not yesterday.

Po pracy poszłam do Starbucks na spotkanie z Megan. Nasze piątkowe wypady na kawę stały się tradycją. Już przed wejściem czuć było charakterystyczny zapach, który wprowadzał mnie w dobry nastrój. Weszłam na pierwsze piętro, gdzie jak zawsze czekała na mnie Meggie przy stoliku obok okna, na którym stały dwie duże latte. Na początku gadałyśmy o "niczym", ale po jakimś czasie Megan zaczęła temat Darrena:
- Podobno wrócił już do Londynu.
- Tak był nawet na wczorajszej imprezie. - westchnęłam.
- Serio? Nie widziałam go. I co, znowu się przyczepił?
- Niestety. Nawet jak wróciłam do domu to pojechał za mną, ale szkoda gadać. Lepiej zmieńmy temat. - miałam dosyć nawet myślenia o nim. Obie wzięłyśmy duży łyk naszej ulubionej kawy.
- Wiesz co? Za tydzień jadę z Bruce'm, Craigiem i Lisą nad jezioro na weekend. Możesz jechać z nami. - powiedziała tak jakby to, że pojadę było w stu procentach pewne.
- Szkoda, że mi wcześniej nie powiedziałaś, bo właśnie na za tydzień wzięłam zmianę Jenny w fitness klubie. A przypadkiem w ten poniedziałek nie zaczyna się rok studencki? - powiedziałam troskliwym tonem.
- Tak, wiem, ale to nie mój pomysł. A dowiedziałam się o wyjeździe dopiero wczoraj od Bruce'a. - widocznie nie była zadowolona z jego pomysłu.
- Jak nie chcesz to nie jedź. Proste.
- No, nie wiem czy był by zadowolony jakbym mu to powiedziała.
- Ale co on ma do tego? Przecież możesz decydować sama za siebie. - Megan odwróciła wzrok w stronę okna. - Nie możesz dawać tak sobą pomiatać. Nie znam chyba kogoś bardziej apodyktycznego od niego.
- Ale chociaż mnie nie bije i nie jest nałogowcem. - wyszeptała, lecz na tyle głośno, żebym usłyszałam. Zatkały mnie jej słowa.
- Nie musiałaś tego mówić... - wzięłam soją torbę i kawę po czym wyszłam. Byłam wściekła na Meggie, tylko sama nie wiem dlaczego. Z powodu jej zachowania czy tego, że miała rację? Pouczałam ją, a sama byłam jeszcze bardziej naiwna. Ledwo doszłam do domu, a dostałam esemesa: 'Przygotuj się, bo będzie gorąco. xxx'. Nadawcą był Darren. Świetnie. Czy ktoś jeszcze ma zamiar spieprzyć mi dziś humor? Nie odpisałam mu, bo to nie miałoby żadnego sensu. Z impetem rzuciłam się na łóżko. Myślałam, że gdy zrelaksuję się to może i moje myśli też się uspokoją. Na początku nie działało, ale z czasem zaczęłam się wyciszać. W końcu zasnęłam. Po prawie dwóch godzinach obudził mnie dzwonek telefonu, na którym wyświetlało się imię 'Alice'
- Halo? - bardziej wyskrzeczałam niż powiedziałam przecierając oczy.
- Był pożar w restauracji. - powiedziała załamanym głosem.
- Co?!
- Nie ma żadnych rannych, bo było to po zamknięciu, ale prawie cała główna sala jest zniszczona. - słychać było, że jest bliska płaczu. - Na szczęście szybko zareagowano, bo inaczej nic by nie przetrwało.
- Poczekaj tam na mnie, za chwilę będę. - rozłączyłam się i w tej samej chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, pobiegłam otworzyć. Przede mną stał mój kędzierzawy sąsiad. Chciał chyba coś powiedzieć, ale przerwałam mu:
- Czy ty zawsze zjawiasz się wtedy kiedy cię potrzebuję?
- A co masz wolny wieczór i nie wiesz co z nim zrobić? - od razu na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Prawie zgadłeś. Potrzebuję podwózki... znowu. - powiedziałam błagalnym głosem. Było mi trochę głupio, że tak go wykorzystuję, ale to był nagły wypadek.
- Gdzie tym razem? - rzucił idąc rozczarowany w stronę auta. Podążyłam za nim i podałam mu adres, po czym opowiedziałam o pożarze. Po paręnastu minutach byliśmy na miejscu, gdzie sytuacja była najwyraźniej opanowana, a Alice wymieniała już ostatnie słowa ze strażą i policją. Podeszłam do niej, a Hazza został w aucie, chyba nie chciał się narażać po ostatnim spotkaniu z moją siostrą. Przytuliłam mocno Alice. Może nasze relacje nie były perfekcyjne, ale w tamtym momencie widziałam potrzebuje mojego wsparcia.
 - Kto mógłby zrobić coś takiego? - wyszeptała roztrzęsiona. Wtedy przypomniała mi się wiadomość od Darrena.
________________________________________________
Przepraszam, że tak późno, ale ostatnio sporo się u mnie dzieje. 
Przeczytałaś/eś = skomentuj ;)

poniedziałek, 6 maja 2013

Informacja ode mnie.

Przepraszam wszystkich, ale nie było mnie z powodu wyjazdu, a później jeszcze awaria internetu. Masakra. ;_;
Kolejny rozdział przewiduję, że ukarze się dopiero w czwartek. :/ Jeszcze raz przepraszam i dziękuję za wyrozumiałość, a jeśli miałoby się coś jeszcze zmienić to Was poinformuję. ;*

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

o5. I need a hero

Rozległ się donośny dźwięk dzwonka, który mnie sparaliżował. Zupełnie spanikowałam. Z początku chciałam udawać, że nikogo nie ma w domu, ale przecież na zewnątrz widać, że pali się światło.
- Spław go i powiedz, że mnie nie ma. Później ci wszystko wytłumaczę. Obiecuję. - rzuciłam do Loczka siedzącego na kanapie. Był zdezorientowany, co tak na prawdę mnie nie zdziwiło. Wślizgnęłam się do sypialni po czym zamknęłam szczelnie drzwi i wsłuchiwałam co dzieje się za nimi.
*Ja do Abbie. Gdzie jest?* - rozległ się donośny głos Darrena. Strach panował nad moim ciałem. Czułam wewnętrzne wybuchy gorąca, ale na skórze pojawiła się "gęsia skórka".
*Nie ma jej. Jest u znajomego na imprezie.* - Harry wydawał się bardzo spokojny w przeciwieństwie do niechcianego gościa.
*Byłem tam, ale gdzieś mi uciekła.*
*Hmm. Więc nie wiem gdzie może teraz być. Na pewno nie tutaj, ale jest dużą dziewczynką, poradzi sobie.* - chciał zamknąć drzwi, ale Darren powstrzymał go i wszedł do środka. Przez chwilę zapanowała cisza. Bałam się, że usłyszy mój ciężki oddech. Ciszę przerwał gwałtowny huk. Nie spodziewałam się, że sprawy zajdą tak daleko. Słyszałam jak Harry jęczał  bólu, gdy Darren okładał jego ciało pięściami. Żałowałam, że wmieszałam go w to bagno. Nie spodziewałam się, że blondyn tak agresywnie zareaguje. Ale w sumie po nim nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Na szczęście Harry nie poddawał się i starał się bronić co chyba wychodziło mu nie najgorzej. Nie mogłam wyjść z kryjówki i pomóc mu, bo tylko bym pogorszyła sprawę. Miałam wrażenie jakbym siedziała tam od wieków. W końcu drzwi się zatrzasnęły. Wybiegłam z pokoju i zobaczyłam leżącego na ziemi Hazzę z zakrwawioną twarzą. Moje serce zamarło. Nigdy nie miałam tak wielkich wyrzutów sumienia. Pobiegłam do łazienki to apteczkę. Przemyłam mu ranę na łuku brwiowym przez co syknął z bólu.
- Przepraszam. - wyszeptałam, gdy robiłam mu opatrunek.
- Za co? - próbował spojrzeć mi w oczy, ale unikałam kontaktu wzrokowego.
- Za wszystko... Nie powinnam cię w to mieszać. To moje sprawy, a ty nie powinieneś odpowiadać za moje pomyłki... Zadzwonię może do Lou, żeby zawiózł cię do szpitala.
- Nie! To znaczy nic mi nie jest. Poradzę sobie. - próbował odgrywać bohatera. Pomogłam mu wstać i przenieść się na kanapę. - Widzisz, czuję się całkowicie dobrze.- wiedziałam, że chce abym po prostu się nie martwiła i tylko udawał, ale podniosło mnie to na duchu. - Obiecałaś mi coś. Pamiętasz?  - był uparty jak zwykle, ale miał racje - obiecałam. Westchnęłam głośno i zaczęłam:
- Przygotuj się, bo to nie będzie krótka historia. Zaczęło się od tego, że gdy miałam szesnaście lat moja mama odkryła, że ojciec ją zdradza. Pracował w Paryżu i przyjeżdżał do domu raz na miesiąc. Moja siostra, Alice, zawsze była córeczką tatusia, a ja z kolei mamusi. Wracając do sedna... mama popełniła samobójstwo... myślała, że jestem na tyle duża, że poradzę sobie bez niej, ale nie miała racji. Po śmierci matki byłam strasznie zamknięta w sobie. Z nikim nie rozmawiałam. Dopóki nie wpadłam w złe towarzystwo. W szkole przyłączyłam się do grupki osób... no wiesz taki zupełny margines. Może to i do mnie nie podobne, ale tak było. Uważałam ich za przyjaciół i myślałam, że rozumieją mój ból po stracie najważniejszej osoby w życiu. Mieszkałam wtedy u Alice, a tata przeprowadził się na stałe do Paryża, gdzie jest teraz z tą swoją kochanką. Rzygać mi się chcę jak o tym myślę. A do tamtej "grupy" należał właśnie Darren między innymi. Znaliśmy się długo i zaczęliśmy ze sobą chodzić. Jak skończyłam osiemnaście lat wyprowadziłam się od siostry, z którą nigdy nie dogadywałam się dobrze i wprowadziłam się do Darrena. I tu zaczął się koszmar. Na początku wydawało mi się, że jest idealnie. Chciałam skończyć z papierosami, narkotykami i on też tylko różnica była taka, że mi się udawało, a jemu nie. Często przesadzał z alkoholem, a nawet z używkami, a ja dla jego dobra próbowałam mu wybić to z głowy, ale w zamian byłam tylko bita, a ten dalej swoje. W końcu miałam tego dosyć i zerwałam z nim. Znałam już wtedy Megan, której wszystko zawdzięczam co do tej pory osiągnęłam i wprowadziłam się do niej. Darren chciał, żebym do niego wróciła. Często przychodził z kwiatami i błagał mnie o to na kolanach, a gdy odmawiałam wręcz leciał na mnie z pięściami. I robi to do teraz... Nie wiem co wcześniej widziałam w tym gnojku, ale męczy mnie to całe uciekanie od niego. Teraz jeszcze to. On zupełnie nad sobą nie panuje. - byłam bliska płaczu. Dlaczego akurat ja muszę mieś takiego pecha? Harry widząc mój beznadziejny stan psychiczny przytulił mnie mocno i wyszeptał "wszystko będzie dobrze". Chyba najgorsze co mógł powiedzieć, ale i tak jestem mu wdzięczna.
    __________________________________________________________________________
Taki jakiś... No nie wiem, myślałam, że wyjdzie lepszy. A co Wy uważacie.? :)

wtorek, 23 kwietnia 2013

o4. Returning history.

*trzy dni później*
Wieczorem przyjechała po mnie Megan. Wsiadłam do starego, czerwonego Clio i pojechałyśmy do jej chłopaka na imprezę. Nie zbyt podobał mi się fakt, że spotkam się z Bruce'm, ale jadę tam jedynie dla Meggi. Byłam ubrana w swoją ulubioną kremową sukienkę z falbankami, która zawsze poprawiała mi nastrój. Chyba to moje jedyne ubranie, w którym czuję się naprawę piękna. Gdy dotarłyśmy na miejsce zobaczyłam wielką, białą willę z basenem w ogrodzie. No tak, a czego mogłam się spodziewać po jedynym synku prawników? Weszłyśmy do środka, gdzie nawet gdybym chciała z kimś pogadać, nie usłyszałby mnie przez huczący bit muzyki, a w powietrzu unosił się smród papierosów i alkoholu. Zupełnie nie moje klimaty. Potańczyłyśmy przez jakieś pół godziny razem, ale później przyszedł Bruce. Po chwili zostałam sama jak palec w tłumie obcych osób, bo Megan wyszła gdzieś razem z nim. Nie powiem, żebym skakała przez to z radości. Chciałam wykorzystać sytuację i znaleźć jakieś cichsze miejsce, co nie było łatwe. Byłam zdesperowana w swoich poszukiwaniach, ponieważ myślałam, że moja głowa za chwilę eksploduje od tego hałasu. Wyszłam na zewnątrz i zaczęłam się kierować w głąb ogrodu. Zwycięstwo! Znalazłam małą fontannę przy której można było się odprężyć. W końcu choć trochę ciszej. Byłam tam sama. Przynajmniej tak mi się wydawało. Usiadłam na brzegu fontanny i zaczęłam wsłuchiwać się  w szum płynącej wody. Niestety ten spokój nie trwał wiecznie.
- Hej maleńka. - wszędzie rozpoznam ten niski głos. Myślałam, że się od niego oderwałam, ale jak widać nic z tego. - Stęskniłaś się? - wyszeptał zbliżając się do mnie.
                                                     
                                                                               ***

Nie podobało mi się na tej imprezie u Bruce'a, więc po około godzinie postanowiłem wrócić. Gdy otwierałem już auto, aby pojechać do domu, zauważyłem Abbie biegnącą w moim kierunku. Wyglądała na przestraszoną.
- Cześć Harry. Wiesz może gdzie jest najbliższy postój taksówek? - rzuciła jednym tchem. Była strasznie niespokojna.
- Nie, ale właśnie jadę do domu. Mogę cię podwieźć.
Dziewczyna obejrzała się za siebie po czym spojrzała na mnie i pokręciła twierdząco głową.
W samochodzie było bardzo cicho. Słyszałem tylko powoli uspakajający się oddech Abbie. Cały czas z zamyśleniem patrzyła przez okno.
- Coś się stało? - zapytałem w końcu.
-Nie. - nawet nie oderwała wzroku od szyby. Czułem wyraźnie, że coś ukrywa. - Dzięki za podwózkę. - wyszeptała wychodząc z samochodu. Była już bliska płaczu. Nie wiedziałem jak, ale musiałem jej jakoś pomóc.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - powiedziałem chwytając ją delikatnie za nadgarstek.
- Wchodź. - najwyraźniej zorientowała się, że coś wyczułem.
Panowała dość dziwna atmosfera. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Po jakimś czasie siedzenia w ciszy na kanapie nie wytrzymałem:
- Powiesz mi wreszcie o co chodzi?
- Harry... to nie jest takie proste jak ci się wydaje. - spojrzałem na jej wciąż przerażoną twarz zmuszając Abbie do kontaktu wzrokowego. - Moja przeszłość nie jest tak różowa jak mogłoby się zdawać. - mówiła powoli wgapiając się przed siebie, jakby zastanawiała się dokładnie kilka razy przed wypowiedzeniem każdego słowa. Była tak roztrzęsiona, jakby przed chwilą była świadkiem jakiejś strasznej zbrodni. Zaczynałem wątpić, że kiedykolwiek zrozumiem kobiety, a przynajmniej tę. Po chwili w pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
_____________________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz wstawiam, ale oto czwarty rozdział :D  Zrobiło się trochę tajemniczo dzięki czemu, mam nadzieję, trochę bardziej się "wciągniecie". Zapraszam do komentowania ;)

niedziela, 21 kwietnia 2013

Imagin z Niallem

Przepraszam Was bardzo, ale rozdział czwarty ukaże się dopiero we wtorek (23.4). Zamiast tego wstawiam imagin z Niallem. Miłego czytania. ;)
__________________________________
Ostatnie miesiące były wspaniałe. Może nie zajęliśmy z chłopakami pierwszego miejsca, ale to nie było najważniejsze. Liczy się to, że mam nowych, świetnych przyjaciół i to, że moje, a teraz już nasze marzenia zaczynają się spełniać. 
Mamy kilka dni wolnego, więc cała nasza piątka rozjechała się do swoich rodzin. W moim przypadku było to w Mullingar w Irlandii. Następnego dnia rano, postanowiłem pojechać do mojej byłej dziewczyny, z którą rozstałem się przed X-Factor'em. Chciałem zacząć od początku. Zrozumiałem, że to był największy błąd w moim życiu, ale wiedziałem też, że nadal ja kocham.
Gdy szedłem do jej domu z bukietem jej ulubionych herbacianych róż po głowie krążyło mi wspomnienie z tamtego dnia.
*wspomnienie*
Spotkaliśmy się w okolicznej kawiarni, gdzie często się umawialiśmy. Jak zwykle wyglądała ślicznie, ale tym razem na jej twarzy nie widziałem uśmiechu, którym zawsze mnie witała. Ja też nie byłem wesoły. Przywitała mnie lekkim całusem w policzek i usiadła na przeciwko.
- Niall... Muszę ci coś powiedzieć. - zaczęła.
-Ja tobie też.- westchnąłem.
- Ty pierwszy. - Bałem się, że to powie. Schowałem na chwilę twarz w dłoniach po czym odrzekłem:
-[T.I] to nie jest odpowiedni czas dla nas... to znaczy nie powinniśmy teraz być razem. Nie chcę żebyś cierpiała, przez to, że mnie nie będzie.
Odeszła bez słowa. Zdążyłem zauważyć tylko jej łzawiące oczy. Wyszedłem za nią z budynku, ale nie udało mi się jej zatrzymać.
*koniec wspomnienia*
Zastanawiałem się co chciała mi wtedy powiedzieć. Ale teraz to mało ważne.
Stałem przed drzwiami do jej domu. Wcisnąłem przycisk dzwonka. Serce mi biło coraz mocniej. Otworzyła mi jej mama.
-Dzień dobry pani [I.T.M.]. - przywitałem ją szerokim uśmiechem. - Jest [T.I.] ?
Kobieta uważnie mi się przyglądała, jakby nie wierzyła, że to naprawdę ja.
- Coś nie tak? - zapytałem zdezorientowany.
- Niall... Ale ty nie wiesz, że... [T.I.]... ona nie żyje. - wyszeptała roztrzęsiona matka. Uśmiech z mojej twarzy natychmiastowo zniknął, a serce rozpadło się na miliardy kawałków. - Zmarła ponad miesiąc temu. Tego dnia, gdy się rozstaliście chciała Ci powiedzieć co powiedzieli jej lekarze. Wykryto u niej złośliwego guza mózgu,  ale... bała się, że przez to zrezygnujesz z marzeń.
Rozpłakałem się na dobre. Pani [T.N.] też. Przytuliliśmy się do siebie.
- Tak bardzo mi przykro... i dziękuję pani za wszystko.- powiedziałem wręczając jej kwiaty po czym otarłem łzy.- Do widzenia.
Nie tak wyobrażałem sobie ten dzień. Myślałem, że będzie idealny, a stał się najgorszym dniem mojego życia. W podświadomości krążyło mi echo słów jej mamy '...ona nie żyje... chciała ci powiedzieć, ale...' Nigdy sobie nie wybaczę, że nie byłem przy niej w tym trudnym okresie. I pewnie miała rację, gdyby mi powiedziała rzuciłbym One Direction, aby być z nią. Moja podświadomość łudzi się, że kiedyś ją zobaczę, poczuję jej dotyk, chociaż wiem, że to się już nigdy nie wydarzy. Jestem pewny jednego: zawsze będzie żyła w moim sercu.
...If only I knew what I know today, I would hold you in my arms, I would take the pain away, Thank you for all you've done, Forgive all your mistakes, There's nothing I wouldn't do to hear your voice again, Sometimes I wanna call you, but I know you won't be there...
 ~ Christina Aguilera 'Hurt'

niedziela, 14 kwietnia 2013

o3. ''I wanna be drunk when I wake up. On the right side of the wrong bed.''

Rano obudził mnie okrutny ból głowy. A mama mówiła: najpierw małe procenty, później większe. Trzeba było jej słuchać. Wstałem z łóżka ubrany we wczorajsze ciuchy, a nawet i obuwie. Rozejrzałem się po pokoju. Na stoliku przy oknie leżała kartka, więc podszedłem do niej i przeczytałem: "Jestem w pracy. Mam nadzieję, że nie zrobiłam wczoraj niczego głupiego. /Abbie". Spojrzałem na zegarek, 10:07. No to mam przesrane. Chłopaki będą się nabijali, a Louis będzie pewnie prawił kazania. I oczywiście żaden mi nie uwierzy, że nic się nie wydarzyło. Chwyciłem swoją granatową bluzę i wyszedłem z pokoju. Gdy chciałem nacisnąć klamkę drzwi frontowych, zauważyłem jakąś dziewczynę w kuchni. Była wyraźnie oszołomiona całą tą sceną. Nie była to Abbie, ale dość do niej podobna. "Więc pewnie to jej siostra." - pomyślałem. Niezręczna sytuacja. Musiało to dziwnie wyglądać. Siedzisz sobie w mieszkaniu siostry, a tu jakiś koleś wychodzi z sypialni. No cóż, mnie też zamurowało i nie mogłem nic z siebie wydusić. Po prostu nacisnąłem klamkę i wyszedłem szybkim krokiem z domu.

***

Trudno się pracuje w takim stanie, ale to nareszcie koniec. Otworzyłam swoją szafkę, przebrałam się, zabrałam rzeczy i wyszłam. Chwyciłam telefon do ręki. Jedna nieodebrana wiadomość. Harry: "Masz miłą siostrę ;)". Zapowiada się ciekawe popołudnie. Pod budynkiem fitness clubu czekała już na mnie Alice. W jej oczach złość aż buzowała. Nie miałam najmniejszej ochoty z nią dyskutować, ale innego wyjścia nie było.
- Chcesz mi o czymś powiedzieć? - syknęła. "Urocze przywitanie" - pomyślałam.
- Nie mam o czym.
- A może o tym kim był ten koleś w twojej sypialni dziś rano?!
- Nie muszę ci się ze wszystkiego spowiadać. Nie rozumiesz, że nigdy nie zastąpisz naszej mamy? - od razu spojrzała na mnie inaczej. Może byłam trochę za ostra, ale musiała się dowiedzieć co myślę. - Odkąd zmarła ciągle mnie niańczysz i próbujesz mną sterować. Masz swoje życie ja swoje, więc zajmij się własnym. - pierwszy raz jej się postawiłam. Pewnie dlatego była taka zdziwiona. Po wymianie spojrzeń obie poszłyśmy w swoim kierunku. Z jednej strony czułam się lepiej, ale z drugiej było mi żal Alice.

***

Jak wróciłem do domu zastałem w nim tylko Lou siedzącego na kanapie i wpatrzonego w monitor laptopa.
- Hej Boo. Gdzie reszta?
- Zayn w pracy, Liam u Danielle, a Niall szwenda się gdzieś z kumplami.- powiedział chyba najbardziej oschle jak tylko potrafił. Nie był najwyraźniej zachwycony moim widokiem. Usiadłem koło niego, położyłem głowę na jego ramieniu i zamknąłem oczy. Poczułem jak na mnie zerka, lecz gdy podniosłem powieki zobaczyłem jego groźną minę.
- Co? - powiedziałem głosem z serii "proszę nie bij" i oderwałem głowę od Louisa.
- Nic. Po prostu idziesz z dziewczyną, którą znasz jeden dzień do łóżka, a następnego dnia przychodzisz i zachowujesz się jakby nic się nie stało. - dalej wpatrywał się w ekran i mówił z powalającą ekscytacją.
- A skąd możesz wiedzieć, że ja się z nią przespałem. Byłeś tam? Nie. Wypiliśmy za dużo. Abbie położyła się na kanapie i zasnęła od razu, a ja się tak źle poczułem, że nie doszedłbym chyba do domu. No to położyłem się u niej w łóżku i zasnąłem... Przynajmniej tak to zapamiętałem. - w odpowiedzi usłyszałem donośny śmiech Tomlinsona, przez który jeszcze bardziej się zawstydziłem. Uderzyłem go lekko w ramię.
- Nie powinieneś tego robić. - wyszeptał robiąc przy tym minę zabójcy. Po chwili dostałem w głowę oszałamiający cios z podgłówka. I tak zaczęła się nasza wojna na poduszki.
_________________________
Dziękuję za dotychczasowe komentarze. Jest mi bardzo miło, że podoba Wam się mój blog. Hmmmm... nie wiem co więcej powiedzieć. Po prostu dziękuję wszystkim czytelnikom. ;)

niedziela, 7 kwietnia 2013

o2. Mistakes? They happen.

Zanim się obejrzałam dochodziła siódma wieczorem. Zamieniłam dresy, które noszę w domu na bordowe rurki i beżowy top, rozczesałam włosy. Byłam gotowa. Wychodząc z domu chwyciłam wcześniej przygotowany sześciopak piwa. Zadzwoniłam do drzwi. Nie musiałam długo czekać, żeby zobaczyć szeroki uśmiech Harry'ego.
- Cześć. Tu mam coś na przełamanie lodów. - rzuciłam podając mu alkohol. Po wejściu do środka przedstawił mi Nialla, Louisa, Zayna i Liama. Szybko zaczęliśmy się dogadywać i nie było żadnej niezręcznej ciszy. Po kilku minutach rozmowy Zayn przyniósł dla każdego, oprócz Liama (z powodu chorych nerek) po szklance zrobionego przez niego drinka - Krwawa Mary.
- Chłopaki, ja mam słabą głowę do takich rzeczy. Nie powinnam tego pić, jak jeszcze później otworzymy piwo to odlecę.
- Oj, daj spokój. Taka okazja rzadko się zdarza. Trzeba oblać to, że teraz będziesz miała takich cudownych sąsiadów. - powiedział Zayn naciskając oczywiście na słowo "cudownych" i wręczył mi drinka. Trudno. Raz się żyje. Gdy wzięłam pierwszego łyka ciarki mnie przeszły po całym ciele. Już w tym momencie wiedziałam, że to się źle skończy, zwłaszcza że porcja była duża. Wieczór mijał szybko i świetnie mi się rozmawiało z chłopakami. Mieliśmy sporo wspólnych tematów, a rozmowom często towarzyszył śmiech. Ale jak wypiliśmy jeszcze po piwie z czasem było już coraz gorzej. Na pusty żołądek alkohol nie jest dobrym rozwiązaniem i właśnie się o tym przekonałam. Głowa strasznie mnie bolała, a obraz w oczach dwoił się. Brzuch także odmawiał posłuszeństwa. Około jedenastej musiałam niestety wyjść. Harry, który był w podobnym stanie do mojego powiedział, że mnie odprowadzi. Później film jakby się urwał.

***

- Co on tak długo nie przychodzi? Wyszedł z Abbie pół godziny temu.- słyszałem zmartwiony głos Liama dochodzący z kuchni. 
- Wpadła mu w oko, więc został u niej na dłużej - zaśmiał się blondas. Wszyscy się zaczęli chichotać pod nosem. Wszyscy prócz mnie. Nie miałem nastroju na takie żarty. Patrzyłem tylko jak wryty przed siebie. Nie wierzyłem w to co wygadywali. Wciąż miałem nadzieję, że za chwilę Hazza po prostu wejdzie do domu i wszystko będzie dobrze. Ale nic z tego.
- Lou, co z tobą? - wymamrotał Zayn siadając koło mnie na kanapie. 
- Idę do siebie. - warknąłem i poszedłem do swojego pokoju. Z impetem rzuciłem się na łóżko. Zachowywałem się jak obrażona na cały świat nastolatka. Po co pozwoliłem mu odejść? Dlaczego zrezygnowałem z naszej miłości i wybrałem przyjaźń? Chciałem być normalny? Mieć normalną dziewczynę? A może ja nie jestem normalny? Tyle pytań. Pytań bez odpowiedzi. Pierwszy raz byłem zazdrosny o Harry'ego, bo zawsze był blisko mnie. Teraz wiem co on czuje, kiedy ja jestem z Eleanor. Jestem szczęśliwy z El, ale z Hazzą łączy mnie coś niezwykłego, a zarazem dziwnego. Ani przyjaźń, ani miłość. Sam nie wiem co to. Sam nie wiem czy postąpiłem dobrze mówiąc mu, że chcę abyśmy zostali tylko przyjaciółmi i że wybieram Eleanor, a nie jego. Jak widać dobrze sobie radzi z tą wiadomością. Najpierw ja skrzywdziłem go, teraz on mnie. Jesteśmy kwita.

_____________________________________

Jest i rozdział drugi tak jak obiecywałam. Jest krótki, ale ja pisze na jakość nie na długość. Genialny nie jest, ale jestem z siebie dumna, bo się starałam. Przebłysk Larry'ego. Mam nadzieję, że się podoba. Proszę komentujcie .xxx

środa, 3 kwietnia 2013

o1. Look at me and just smile.




- Witajcie w domu. - powiedział Niall z teatralną nutą w głosie, wyskakując z samochodu.
- Czujecie ten zapach ? To wolność. - wyszeptał Zayn głęboko wciągając powietrze. Odruchowo każdy z nas zrobił tak samo.
- Jedyne co czuję to "smrodki" wypuszczane przez Niall'a - zaśmiał się Louis, co wywołało reszty szeroki uśmiech. Byliśmy cholernie szczęśliwi, że zamieszkaliśmy razem, ale zbyt zmęczeni, by bardziej wylewnie to okazywać niż tępo gapić się na dom. Jeżeli chodzi o wielkość, był akurat. Nie zbyt duży, ale miał sporo pokoi, co było dla naszej piątki wieeeelkim plusem, bo każdy miał swój "kąt". Nie duży, ale swój. Dom był na skraju miasta, a naprzeciwko był mały las, dzięki któremu widoki z okien był wspaniałe.
-To co chłopaki? Zabieramy się za torby. - stwierdził jak zawsze poważny "tatuś" naszej pięcioosobowej "rodzinki".
-Tak jest! - zasalutowałem.
Każdy zabrał się za swój bagaż, wyciągając go najpierw z dwóch aut: mojego i Lou. Nareszcie to już ostatnia część przeprowadzki. Przebrnęliśmy przez wybór domu, co okazało się trudniejsze niż przypuszczaliśmy. To za drogi, to za mały, to nie pasuje Horanowi, bo za drobna kuchnia, dom musiał też spełniać każde wymaganie Zayn'a, ale ostatecznie zgodził się na ten (robiąc przy tym wielką łaskę). Później wykończenie wnętrza plus meble, w czym na szczęście nie byliśmy sami. Pomogły nam w tym siostry Liam'a i Eleanor, dziewczyna Louis'a. Przypuszczam, że bez nich dom wyglądałby jak widmo. Dziewczyny mają dryg do takich rzeczy, czego nie można powiedzieć o nas.
Kiedy niosłem już ostatnią torbę, zauważyłem naszą nową sąsiadkę. Piękna brunetka mniej więcej w moim wieku. Wyszła na ogród, żeby nakarmić psa i chociaż była w piżamie, i wyglądało na to, że dopiero wstała z łóżka, stałem wgapiony w nią jak w śliczny obrazek. 
- Ej, Loczek! Pożyczam od ciebie słuchawki, bo moich nie mogę znaleźć! - wyrwał mnie z transu donośny głos Irlandczyka. 
-Po moim trupie! Trzymaj się od nich z dala! -  kocham moich przyjaciół, ale nie ma mowy, żeby coś "pożyczali". Spędziłem z nimi wystarczająco dużo czasu, aby przekonać się co dla niech te słowo oznacza. Są dwa wyjścia: albo daną rzecz przywłaszczą, albo zniszczą, a słuchawki są dla mnie zbyt drogocenne, żeby sobie ją od tak "pożyczali". Niall oczywiście się na mnie obraził, ale nie przejąłem się tym. Jego fochy trwają przeważnie od dziesięciu do piętnastu minut. 
Zadowolony z wygranej wojny o słuchawki wyszedłem z domu, aby zapoznać się z sąsiadką. Niestety, nie było jej już na zewnątrz. Podszedłem więc do siedzącego przy ogrodzeniu psa, który jeszcze parę minut temu siedział przy dziewczynie na ławce. Gdy do niego szedłem zaczął przyjacielsko machać ogonem, a kiedy wyciągnąłem do niego rękę wystarczyły dwie sekundy, żebym poczuł jego wilgotny język na skórze. Uwagę kundelka odwróciły otwierające się drzwi frontowe domu jego właścicielki. Pies podbiegł do dziewczyny, trzymającej w ręce smycz i zaczął wokół niej wesoło skakać. Brunetka, nie zwracając na mnie uwagi, bawiła się z pupilem po czym przypięła mu smycz do obroży i ruszyli w kierunku furtki. Zrobiłem to samo, bo za wszelką cenę chciałem z nią porozmawiać. 
-Hej! - rzuciłem idąc w jej stronę - Jestem Harry Styles. Właśnie się wprowadziłem  z kumplami obok.- powiedziałem wskazując na dom. Nigdy nie byłem tak zestresowany zwykłą rozmową z dziewczyną. Z bliska była jeszcze ładniejsza. Miała dość bladą, gładką cerę, malinowe usta i śliczne duże oczy, w których błękicie od razu uton.... STYLES ! Ogarnij się! 
- Abbie Brown, a to jest Bruno. Czyli ktoś jednak zdecydował się na ten dom.
- Coś z nim nie tak? - zdziwiły mnie jej słowa i ton w jakim to mówiła.
- Słyszałam, że jest nawiedzony... Też nie mieszkam tu długo, ale krąży tu taka historia, że zginął w tym domu sześcioletni chłopiec, a jego duch przychodzi tu zawsze podczas pełni.
- Nikt nas o tym nie poinformował - mina momentalnie mi zrzedła.
- Dom jakiś czas stał pusty, więc chcieli go jak najszybciej sprzedać, a to raczej klientów nie przyciągnie. - Abbie mówiła to z zupełnym spokojem, a ja przerażony patrzyłem na swój nowy, jak się okazało nawiedzony, dom. Nagle dziewczyna zaczęła się śmiać. Dopiero po chwili zrozumiałem, że perfidnie mnie nabrała.
-Ej, nie ładnie straszyć nowego sąsiada. - próbowałem uratować resztki honoru. Uroczy śmiech Abbie wywołał także u mnie uśmiech, lecz czułem jak się zarumieniam. - Może w rekompensatę chciałabyś przyjść dziś wieczorem? Poznałabyś resztę przy okazji.
- No w sumie jakaś kara mi się należy. Dziewiętnasta? - zgodziłem się kiwnięciem głowy. Byłem wniebowzięty, że się zgodziła, ale starałem się tego zanadto nie pokazywać. 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Bohaterowie

Abbie Brown - 20 lat, pracuje w fitness clubie, mieszka w Londynie. Niedawno zerwała ze swoim chłopakiem Darrenem. Niezależna, wesoła, lecz miewa humorki.













Harry Styles - 18 lat, student fizjologii na uniwersytecie w Londynie, gdzie się przeprowadził z przyjaciółmi. Zajął z nimi 3 miejsce w siódmej edycji brytyjskiego X-factora, lecz nie chcieli kontynuować kariery dalej jako One Direction, choć dostali taką propozycję.













Louis Tomlinson - 20 lat, student filologii angielskiej. Najlepszy przyjaciel Harry'ego. Także należał do 1D.













Megan Collins - 21 lat, studentka pedagogiki. Najlepsza przyjaciółka Abbie. Chodzi z Brucem, którego Abbie nie toleruje, gdyż uważa, ze to nie facet dla niej.














Alice Brown - 26 lat, siostra Abbie. Ma restaurację. Jest pracoholiczką. Bywa nadopiekuńcza i niańczy swoją siostrzyczkę, czego Abbie nie lubi.













Zayn Malik - 19 lat, pracuje w studio tatuażu.
Niall Horan - 19 lat, student inżynierii dźwięku.
Liam Payme - 19 lat, student filologii angielskiej.
Wszyscy są przyjaciółmi Louis'a i Harry'ego, z którymi tworzą skład zespołu One Direction oraz całą piątką mieszkają w Londynie.












_______________________

Mam nadzieję, że się spodoba. :) Proszę komentujcie, to ważne. :**