- Witajcie w domu. - powiedział Niall z teatralną nutą w głosie, wyskakując z samochodu.
- Czujecie ten zapach ? To wolność. - wyszeptał Zayn głęboko wciągając powietrze. Odruchowo każdy z nas zrobił tak samo.
- Jedyne co czuję to "smrodki" wypuszczane przez Niall'a - zaśmiał się Louis, co wywołało reszty szeroki uśmiech. Byliśmy cholernie szczęśliwi, że zamieszkaliśmy razem, ale zbyt zmęczeni, by bardziej wylewnie to okazywać niż tępo gapić się na dom. Jeżeli chodzi o wielkość, był akurat. Nie zbyt duży, ale miał sporo pokoi, co było dla naszej piątki wieeeelkim plusem, bo każdy miał swój "kąt". Nie duży, ale swój. Dom był na skraju miasta, a naprzeciwko był mały las, dzięki któremu widoki z okien był wspaniałe.
-To co chłopaki? Zabieramy się za torby. - stwierdził jak zawsze poważny "tatuś" naszej pięcioosobowej "rodzinki".
-Tak jest! - zasalutowałem.
Każdy zabrał się za swój bagaż, wyciągając go najpierw z dwóch aut: mojego i Lou. Nareszcie to już ostatnia część przeprowadzki. Przebrnęliśmy przez wybór domu, co okazało się trudniejsze niż przypuszczaliśmy. To za drogi, to za mały, to nie pasuje Horanowi, bo za drobna kuchnia, dom musiał też spełniać każde wymaganie Zayn'a, ale ostatecznie zgodził się na ten (robiąc przy tym wielką łaskę). Później wykończenie wnętrza plus meble, w czym na szczęście nie byliśmy sami. Pomogły nam w tym siostry Liam'a i Eleanor, dziewczyna Louis'a. Przypuszczam, że bez nich dom wyglądałby jak widmo. Dziewczyny mają dryg do takich rzeczy, czego nie można powiedzieć o nas.
Kiedy niosłem już ostatnią torbę, zauważyłem naszą nową sąsiadkę. Piękna brunetka mniej więcej w moim wieku. Wyszła na ogród, żeby nakarmić psa i chociaż była w piżamie, i wyglądało na to, że dopiero wstała z łóżka, stałem wgapiony w nią jak w śliczny obrazek.
- Ej, Loczek! Pożyczam od ciebie słuchawki, bo moich nie mogę znaleźć! - wyrwał mnie z transu donośny głos Irlandczyka.
-Po moim trupie! Trzymaj się od nich z dala! - kocham moich przyjaciół, ale nie ma mowy, żeby coś "pożyczali". Spędziłem z nimi wystarczająco dużo czasu, aby przekonać się co dla niech te słowo oznacza. Są dwa wyjścia: albo daną rzecz przywłaszczą, albo zniszczą, a słuchawki są dla mnie zbyt drogocenne, żeby sobie ją od tak "pożyczali". Niall oczywiście się na mnie obraził, ale nie przejąłem się tym. Jego fochy trwają przeważnie od dziesięciu do piętnastu minut.
Zadowolony z wygranej wojny o słuchawki wyszedłem z domu, aby zapoznać się z sąsiadką. Niestety, nie było jej już na zewnątrz. Podszedłem więc do siedzącego przy ogrodzeniu psa, który jeszcze parę minut temu siedział przy dziewczynie na ławce. Gdy do niego szedłem zaczął przyjacielsko machać ogonem, a kiedy wyciągnąłem do niego rękę wystarczyły dwie sekundy, żebym poczuł jego wilgotny język na skórze. Uwagę kundelka odwróciły otwierające się drzwi frontowe domu jego właścicielki. Pies podbiegł do dziewczyny, trzymającej w ręce smycz i zaczął wokół niej wesoło skakać. Brunetka, nie zwracając na mnie uwagi, bawiła się z pupilem po czym przypięła mu smycz do obroży i ruszyli w kierunku furtki. Zrobiłem to samo, bo za wszelką cenę chciałem z nią porozmawiać.
-Hej! - rzuciłem idąc w jej stronę - Jestem Harry Styles. Właśnie się wprowadziłem z kumplami obok.- powiedziałem wskazując na dom. Nigdy nie byłem tak zestresowany zwykłą rozmową z dziewczyną. Z bliska była jeszcze ładniejsza. Miała dość bladą, gładką cerę, malinowe usta i śliczne duże oczy, w których błękicie od razu uton.... STYLES ! Ogarnij się!
- Abbie Brown, a to jest Bruno. Czyli ktoś jednak zdecydował się na ten dom.
- Coś z nim nie tak? - zdziwiły mnie jej słowa i ton w jakim to mówiła.
- Słyszałam, że jest nawiedzony... Też nie mieszkam tu długo, ale krąży tu taka historia, że zginął w tym domu sześcioletni chłopiec, a jego duch przychodzi tu zawsze podczas pełni.
- Nikt nas o tym nie poinformował - mina momentalnie mi zrzedła.
- Dom jakiś czas stał pusty, więc chcieli go jak najszybciej sprzedać, a to raczej klientów nie przyciągnie. - Abbie mówiła to z zupełnym spokojem, a ja przerażony patrzyłem na swój nowy, jak się okazało nawiedzony, dom. Nagle dziewczyna zaczęła się śmiać. Dopiero po chwili zrozumiałem, że perfidnie mnie nabrała.
-Ej, nie ładnie straszyć nowego sąsiada. - próbowałem uratować resztki honoru. Uroczy śmiech Abbie wywołał także u mnie uśmiech, lecz czułem jak się zarumieniam. - Może w rekompensatę chciałabyś przyjść dziś wieczorem? Poznałabyś resztę przy okazji.
- No w sumie jakaś kara mi się należy. Dziewiętnasta? - zgodziłem się kiwnięciem głowy. Byłem wniebowzięty, że się zgodziła, ale starałem się tego zanadto nie pokazywać.
ciekawie się zaczyna :) będę tu zaglądać a ty wpadnij do mnie :)
OdpowiedzUsuńfajnie się zaczyna, czekam na następny.
OdpowiedzUsuńa Ty wpadnij do mnie, niedawno zaczęłam i są już 3 rozdziały.
http://just-a-teenage-dirtbag.blogspot.com/
liczę na jakiś komentarz, xx.