- Spław go i powiedz, że mnie nie ma. Później ci wszystko wytłumaczę. Obiecuję. - rzuciłam do Loczka siedzącego na kanapie. Był zdezorientowany, co tak na prawdę mnie nie zdziwiło. Wślizgnęłam się do sypialni po czym zamknęłam szczelnie drzwi i wsłuchiwałam co dzieje się za nimi.
*Ja do Abbie. Gdzie jest?* - rozległ się donośny głos Darrena. Strach panował nad moim ciałem. Czułam wewnętrzne wybuchy gorąca, ale na skórze pojawiła się "gęsia skórka".
*Nie ma jej. Jest u znajomego na imprezie.* - Harry wydawał się bardzo spokojny w przeciwieństwie do niechcianego gościa.
*Byłem tam, ale gdzieś mi uciekła.*
*Hmm. Więc nie wiem gdzie może teraz być. Na pewno nie tutaj, ale jest dużą dziewczynką, poradzi sobie.* - chciał zamknąć drzwi, ale Darren powstrzymał go i wszedł do środka. Przez chwilę zapanowała cisza. Bałam się, że usłyszy mój ciężki oddech. Ciszę przerwał gwałtowny huk. Nie spodziewałam się, że sprawy zajdą tak daleko. Słyszałam jak Harry jęczał bólu, gdy Darren okładał jego ciało pięściami. Żałowałam, że wmieszałam go w to bagno. Nie spodziewałam się, że blondyn tak agresywnie zareaguje. Ale w sumie po nim nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Na szczęście Harry nie poddawał się i starał się bronić co chyba wychodziło mu nie najgorzej. Nie mogłam wyjść z kryjówki i pomóc mu, bo tylko bym pogorszyła sprawę. Miałam wrażenie jakbym siedziała tam od wieków. W końcu drzwi się zatrzasnęły. Wybiegłam z pokoju i zobaczyłam leżącego na ziemi Hazzę z zakrwawioną twarzą. Moje serce zamarło. Nigdy nie miałam tak wielkich wyrzutów sumienia. Pobiegłam do łazienki to apteczkę. Przemyłam mu ranę na łuku brwiowym przez co syknął z bólu.
- Przepraszam. - wyszeptałam, gdy robiłam mu opatrunek.
- Za co? - próbował spojrzeć mi w oczy, ale unikałam kontaktu wzrokowego.
- Za wszystko... Nie powinnam cię w to mieszać. To moje sprawy, a ty nie powinieneś odpowiadać za moje pomyłki... Zadzwonię może do Lou, żeby zawiózł cię do szpitala.
- Nie! To znaczy nic mi nie jest. Poradzę sobie. - próbował odgrywać bohatera. Pomogłam mu wstać i przenieść się na kanapę. - Widzisz, czuję się całkowicie dobrze.- wiedziałam, że chce abym po prostu się nie martwiła i tylko udawał, ale podniosło mnie to na duchu. - Obiecałaś mi coś. Pamiętasz? - był uparty jak zwykle, ale miał racje - obiecałam. Westchnęłam głośno i zaczęłam:
- Przygotuj się, bo to nie będzie krótka historia. Zaczęło się od tego, że gdy miałam szesnaście lat moja mama odkryła, że ojciec ją zdradza. Pracował w Paryżu i przyjeżdżał do domu raz na miesiąc. Moja siostra, Alice, zawsze była córeczką tatusia, a ja z kolei mamusi. Wracając do sedna... mama popełniła samobójstwo... myślała, że jestem na tyle duża, że poradzę sobie bez niej, ale nie miała racji. Po śmierci matki byłam strasznie zamknięta w sobie. Z nikim nie rozmawiałam. Dopóki nie wpadłam w złe towarzystwo. W szkole przyłączyłam się do grupki osób... no wiesz taki zupełny margines. Może to i do mnie nie podobne, ale tak było. Uważałam ich za przyjaciół i myślałam, że rozumieją mój ból po stracie najważniejszej osoby w życiu. Mieszkałam wtedy u Alice, a tata przeprowadził się na stałe do Paryża, gdzie jest teraz z tą swoją kochanką. Rzygać mi się chcę jak o tym myślę. A do tamtej "grupy" należał właśnie Darren między innymi. Znaliśmy się długo i zaczęliśmy ze sobą chodzić. Jak skończyłam osiemnaście lat wyprowadziłam się od siostry, z którą nigdy nie dogadywałam się dobrze i wprowadziłam się do Darrena. I tu zaczął się koszmar. Na początku wydawało mi się, że jest idealnie. Chciałam skończyć z papierosami, narkotykami i on też tylko różnica była taka, że mi się udawało, a jemu nie. Często przesadzał z alkoholem, a nawet z używkami, a ja dla jego dobra próbowałam mu wybić to z głowy, ale w zamian byłam tylko bita, a ten dalej swoje. W końcu miałam tego dosyć i zerwałam z nim. Znałam już wtedy Megan, której wszystko zawdzięczam co do tej pory osiągnęłam i wprowadziłam się do niej. Darren chciał, żebym do niego wróciła. Często przychodził z kwiatami i błagał mnie o to na kolanach, a gdy odmawiałam wręcz leciał na mnie z pięściami. I robi to do teraz... Nie wiem co wcześniej widziałam w tym gnojku, ale męczy mnie to całe uciekanie od niego. Teraz jeszcze to. On zupełnie nad sobą nie panuje. - byłam bliska płaczu. Dlaczego akurat ja muszę mieś takiego pecha? Harry widząc mój beznadziejny stan psychiczny przytulił mnie mocno i wyszeptał "wszystko będzie dobrze". Chyba najgorsze co mógł powiedzieć, ale i tak jestem mu wdzięczna.
__________________________________________________________________________
Taki jakiś... No nie wiem, myślałam, że wyjdzie lepszy. A co Wy uważacie.? :)






