czwartek, 9 maja 2013

o6. Face tomorrow, tomorrow's not yesterday.

Po pracy poszłam do Starbucks na spotkanie z Megan. Nasze piątkowe wypady na kawę stały się tradycją. Już przed wejściem czuć było charakterystyczny zapach, który wprowadzał mnie w dobry nastrój. Weszłam na pierwsze piętro, gdzie jak zawsze czekała na mnie Meggie przy stoliku obok okna, na którym stały dwie duże latte. Na początku gadałyśmy o "niczym", ale po jakimś czasie Megan zaczęła temat Darrena:
- Podobno wrócił już do Londynu.
- Tak był nawet na wczorajszej imprezie. - westchnęłam.
- Serio? Nie widziałam go. I co, znowu się przyczepił?
- Niestety. Nawet jak wróciłam do domu to pojechał za mną, ale szkoda gadać. Lepiej zmieńmy temat. - miałam dosyć nawet myślenia o nim. Obie wzięłyśmy duży łyk naszej ulubionej kawy.
- Wiesz co? Za tydzień jadę z Bruce'm, Craigiem i Lisą nad jezioro na weekend. Możesz jechać z nami. - powiedziała tak jakby to, że pojadę było w stu procentach pewne.
- Szkoda, że mi wcześniej nie powiedziałaś, bo właśnie na za tydzień wzięłam zmianę Jenny w fitness klubie. A przypadkiem w ten poniedziałek nie zaczyna się rok studencki? - powiedziałam troskliwym tonem.
- Tak, wiem, ale to nie mój pomysł. A dowiedziałam się o wyjeździe dopiero wczoraj od Bruce'a. - widocznie nie była zadowolona z jego pomysłu.
- Jak nie chcesz to nie jedź. Proste.
- No, nie wiem czy był by zadowolony jakbym mu to powiedziała.
- Ale co on ma do tego? Przecież możesz decydować sama za siebie. - Megan odwróciła wzrok w stronę okna. - Nie możesz dawać tak sobą pomiatać. Nie znam chyba kogoś bardziej apodyktycznego od niego.
- Ale chociaż mnie nie bije i nie jest nałogowcem. - wyszeptała, lecz na tyle głośno, żebym usłyszałam. Zatkały mnie jej słowa.
- Nie musiałaś tego mówić... - wzięłam soją torbę i kawę po czym wyszłam. Byłam wściekła na Meggie, tylko sama nie wiem dlaczego. Z powodu jej zachowania czy tego, że miała rację? Pouczałam ją, a sama byłam jeszcze bardziej naiwna. Ledwo doszłam do domu, a dostałam esemesa: 'Przygotuj się, bo będzie gorąco. xxx'. Nadawcą był Darren. Świetnie. Czy ktoś jeszcze ma zamiar spieprzyć mi dziś humor? Nie odpisałam mu, bo to nie miałoby żadnego sensu. Z impetem rzuciłam się na łóżko. Myślałam, że gdy zrelaksuję się to może i moje myśli też się uspokoją. Na początku nie działało, ale z czasem zaczęłam się wyciszać. W końcu zasnęłam. Po prawie dwóch godzinach obudził mnie dzwonek telefonu, na którym wyświetlało się imię 'Alice'
- Halo? - bardziej wyskrzeczałam niż powiedziałam przecierając oczy.
- Był pożar w restauracji. - powiedziała załamanym głosem.
- Co?!
- Nie ma żadnych rannych, bo było to po zamknięciu, ale prawie cała główna sala jest zniszczona. - słychać było, że jest bliska płaczu. - Na szczęście szybko zareagowano, bo inaczej nic by nie przetrwało.
- Poczekaj tam na mnie, za chwilę będę. - rozłączyłam się i w tej samej chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, pobiegłam otworzyć. Przede mną stał mój kędzierzawy sąsiad. Chciał chyba coś powiedzieć, ale przerwałam mu:
- Czy ty zawsze zjawiasz się wtedy kiedy cię potrzebuję?
- A co masz wolny wieczór i nie wiesz co z nim zrobić? - od razu na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Prawie zgadłeś. Potrzebuję podwózki... znowu. - powiedziałam błagalnym głosem. Było mi trochę głupio, że tak go wykorzystuję, ale to był nagły wypadek.
- Gdzie tym razem? - rzucił idąc rozczarowany w stronę auta. Podążyłam za nim i podałam mu adres, po czym opowiedziałam o pożarze. Po paręnastu minutach byliśmy na miejscu, gdzie sytuacja była najwyraźniej opanowana, a Alice wymieniała już ostatnie słowa ze strażą i policją. Podeszłam do niej, a Hazza został w aucie, chyba nie chciał się narażać po ostatnim spotkaniu z moją siostrą. Przytuliłam mocno Alice. Może nasze relacje nie były perfekcyjne, ale w tamtym momencie widziałam potrzebuje mojego wsparcia.
 - Kto mógłby zrobić coś takiego? - wyszeptała roztrzęsiona. Wtedy przypomniała mi się wiadomość od Darrena.
________________________________________________
Przepraszam, że tak późno, ale ostatnio sporo się u mnie dzieje. 
Przeczytałaś/eś = skomentuj ;)

1 komentarz: